[25.08.2016] Przez góry do Braszowa

Poranne powietrze w Ploiești jest ciężkie, duszące. Wrażenie jest takie, jakby zostać zamkniętym w garażu razem z uruchomionym samochodem. Niefajnie. Nie wiemy czym to było spowodowane (podejrzewamy miejscowe rafinerie), ale uciekamy z miasta czym prędzej.

Pierwszy przystanek robimy w miejscowości Sinaia, jednego z dwóch głównych (obok Busteni) głównych kurortów gór Bucegi. Miejscowosć wydała nam się tłoczna, więc od razu pojechaliśmy do dolej stacji kolejki linowej (Gondola Sinaia), która wywiozła nas na wysokość ok. 2000 m n.p.m. Wybór kolejki okazał się strzałem w 10. Widoki, które zastaliśmy na górze zapierały dech w piersiach, krajobraz był niezwykle przestrzenny (szczytu gór nie są zalesione), a duża przestrzeń powodowała, że turystów nie wydawało się wielu… Zdecydowanie warto, polecam. W dodatku góry wydawały się przyjazne pod katem turystyki pieszej. Więc może coś, kiedyś… ;)

Munții Bucegi Munții Bucegi Munții Bucegi Castelul PeleşPodczas zjazdu kolejką wypatrujemy Pałac Peleş  jeden z symboli Sinai. Postanawiamy również i jego „zaliczyć”. Niestety turystów jest tak wielu (policja zablokowała drogę dojazdową), że mając na uwadze ograniczone ramy czasowe postanawiamy odpuścić. Drogą 1, a następnie 73A kierujemy się w stronę miejscowości Râşnov, słynącej z dużego zamku górującego nad jej zabudowaniami. Przed zamkiem, na zboczu, w iście hollywoodzkim stylu ustawiono napis z nazwą miejscowości  to tez zapada w pamięć. Parkujemy samochód pod świeżo wyremontowanym głównym placem miejskim i funikularem wjeżdżamy na zamek. Widok jest ładny, ale oczywiście nie tak spektakularny jak w górach :). Choć sam zamek jest efektowny, a w dodatku w obrębie jego murów mieszczą się zabudowania w których są sklepy z pamiątkami oraz rękodziełem. Panuje tam sympatyczny klimat.

Râşnov Râşnov Râşnov

Z Râşnova mamy już tylko rzut beretem do Braszowa. To dobrze, bo zrobiło się już późne popołudnie. Okaże się, ze czasu na zwiedzanie tego pięknego miasta zostanie nam bardzo niewiele.. Rzutem na taśmę zdążymy przejść się po starym mieście i zobaczyć w biegu najważniejsze zabytki. Na wjazd kolejką na punkt widokowy na górze Tâmpa czasu już nie starczyło :( (nie mówiąc już o braszowskich trolejbusach). Generalnie mam duży niedosyt tego miasta i chętnie bym tam jeszcze wrócił…

Brașov Brașov Brașov

W Braszowie nocowaliśmy w Pension Casa Samurai – niby ok, ale następnym razem szukałbym jednak innej miejscówki…

[24.08.2016] Rumunia #5 – Transfăgărășan

Plan na dziś: przejazd słynną Drogą Transfogaraską i doturlanie się „na nocleg” do Ploiești. Znów wiele kilometrów przed nami, więc ruszamy z Sybina skoro świt. Niestety pogoda jest bardzo zła – całkowite zachmurzenie, słaba widoczność, siąpiący deszcz. Psuje nam to humory, bo „zaliczenie” Drogi Transfogaraskiej jest nieprzesuwalne, a przejazd nią w tych warunkach może być nieprzyjemny i niebezpieczny. Ale w zasadzie nie mamy wyboru…
Dość szybko dojeżdżamy do podnóża gór i zaczynamy wspinać się po pierwszych serpentynach. Widoczność jest katastrofalna (mgła), na szczęście przestało padać. Mozolnie pokonujemy kolejne zakręty, coraz bardziej źli, że ze spektakularnych widoków nici. Na szczęście na wysokości ok. 1700m n.p.m. wiatr zaczyna rozwiewać chmury i tu i ówdzie pojawiają widoki. Wjeżdżamy na przełęcz i robimy sobie długą przerwę, na odpoczynek i na zrobienie zdjęć. Widok jest spektakularny.

Transfăgărășan Transfăgărășan Transfăgărășan TransfăgărășanPo przedłużającej się przerwie (ojeju, jak tu pięknie!) rozpoczynamy mozolny zjazd w dół. Droga składa się praktycznie z samych zakrętów. Żadne z nas nie ma choroby lokomocyjnej, ale i tak w połowie musimy zatrzymać się na krótki odpoczynek, bo trasa jest mecząca. Wreszcie wyjeżdżamy z gór – tu można pojechać nieco szybciej. Jako że jest już dość późno bez zatrzymania przejeżdżamy przez miejscowość Târgoviște i dojeżdżamy do naszego celu na dziś: Ploiești. Meldujemy się w miejscu naszego noclegu i idziemy „w miasto”. Trochę fotografuję tramwaje i autobusy, trochę spacerujemy po betonowym przytłaczającym centrum. Dziś szybko się kończy, a my świętujemy zaliczenie pięknej Trasy Transfogaraskiej przy lokalnym piwie…

PloieștiInformacja praktyczna:

  • nocleg w Ploiești: Vila Romeo And Juliet – ok. 150pln/2os/noc. Bardzo klimatycznie urządzone pokoje. Dobra lokalizacja.
  • zdjęcia z Ploiesti na TWB: >>KLIK!

[23.08.2016] Rumunia #4 – Hunedoara i Sybin

Kolejnego dnia zamierzamy dojechać do Sibiu (Sybina). Z Timisoary mamy grubo ponad 300km, więc dla urozmaicenia zaplanowaliśmy sobie postój w Hunedoarze, która jest +/- w połowie drogi, a kusi malowniczym zamkiem. Po drodze zastanawiamy się, czy nie „zaliczyć” jeszcze zamku w Devie, ale ostatecznie nieubłaganie uciekający czas odwodzi nas od tego pomysły (zatrzymujemy się tylko na szybką kawę, a ja nie mogę odmówić sobie szybkiej wizyty na dworcu kolejowym, gdzie na peronie zostaje głośno powitany przez przypadkiem spotkanego znajomego tyleż gromkim, co niespodziewanym: „Świat się kończy! Sadorg w Rumunii!!”. Cóż, świat jest mały…).

Deva - dworzec kolejowyWjazd do Hunedoary od strony Devy robi przygnębiające wrażenie – podróżujemy szeroką 4 pasowa arterią (lepiej używać lewych pasów – na prawych są zapadnięte studzienki, a czasem ktoś sobie zaparkuje…), a samo miasto wita postapokaliptycznym krajobrazem upadłego przemysłu. Dalej nie jest lepiej  wjeżdżamy w obszar wątpliwej urody bloków. Na szczęście tu i ówdzie są drogowskazy w kierunku zamku. W rejonie zamku jest lepiej, ale niewiele – przy parkingu straszą rozsypujące się betonowe skorupy, a droga na zamek nie jest zbyt równa. Na szczęście jest zamek jest tak położony, ze można go sfotografować bez zbędnych elementów otoczenia. Trzeba tylko chwile poczekać, aby nie mieć grupek turystów w kadrze – to pierwsze miejsce w naszej podróży w którym spotykamy dużą liczbę turystów, w tym również z Polski. Kupujemy bilety i zwiedzamy wnętrze zamku – warto, szczególnie jeśli ktoś lubi gotyckie budowle. Bo właśnie w takim stylu zbudowany jest ten obiekt – co ciekawe był on rezydencją królewską i w zasadzie nigdy nie pełnił funkcji obronnych. Zwiedzanie zajmuje nam nieco ponad godzinę, a że czas nie jest z gumy ruszamy w dalszą drogę do Sybina. Hunedoarę żegnamy krótkim postojem na dworcu kolejowym (oprócz zdjęć zamku fajnie mieć również kilka zdjęć pojazdów komunikacji zbiorowej :-P).

Zamek w Hunedoarze Zamek w Hunedoarze Zamek w Hunedoarze Zamek w HunedoarzeDo Sybina dojeżdżamy ok. 16. Najpierw meldujemy się w pensjonacie (Vila Nicoleta) i jako, że burczy nam w brzuchach idziemy na obiad. Decydujemy się na knajpkę o nazwie: Crama Sibiul Vechi – zdecydowanie warto! W klimatycznej piwnicy można spróbować dań rumuńskiej kuchni. Smacznie i bardzo ładnie :)

SybinDo wieczora spacerujemy po starym mieście w Sybinie, miasta w którym „dachy mają oczy” (tak mawia się na okienka strychowe tutejszych kamienic). Tutejsza architektura i niezły stan jej utrzymania to miła odmiana od dotychczas odwiedzanych rumuńskich miast. Przechodzimy Mostem Kłamców (wg legendy ma się zawalić, jeśli przejdzie po nim kłamca), spacerujemy wzdłuż resztek murów obronnych oraz po klimatycznych uliczek i zaułków. Chillout.

Sybin Sybinsybin - "nowoczesna" architekturaI tylko z tyłu głowy żal, że nie kursują już tu tramwaje, które ostatecznie zlikwidowano w 2011 roku. Co nieco można o nich poczytać na polskiej Wikipedii lub na stronie operatora miejscowej komunikacji (po rumuńsku). A wraz z tramwajem „umarły” takie motywy: 1, 2 lub 3. Cóż, to se ne vrati…